Symbol graficzny portalu Facebook przedstawiający białą literę f na niebieskim tle Symbol graficzny portalu Instagram przedstawiający biały obrys aparatu fotograficznego na tęczowym tle Symbol graficzny portalu Twitter przedstawiający profil białego ptaka z rozwiniętymi skrzydłami na błękitnym tle Symbol graficzny portalu Youtube przedstawiający czerwony symbol odtwarzania  na tle białego ekranu starego telewizora Ikona certyfikatu strony przyjaznej niepełnosprawnym
Obrazek przedstawiający fragment muru z obrysem brakującej cegiełki

Otwórz oczy i zobacz

Otwórz oczy i zobacz

Dziś mamy Międzynarodowy Dzień Niewidomych. To doskonała okazja do łamania barier pomiędzy światem osób niewidomych i światem osób widzących. Mało to polityczne sformułowanie – dwa światy. Tak, niestety, jest i trudno tu zaklinać rzeczywistość. Chciałbym, aby było inaczej. Aby widzący i niewidomi tworzyli jeden wspólny świat. Jednak aby się tak stało, potrzeba wzajemnego zrozumienia i szacunku.

W ostatnich latach dokonała się istna rewolucja w podejściu do osób niepełnosprawnych, czy też w ujęciu nieco węższym – do osób niewidomych. W wielu dziedzinach życia powstały doskonale funkcjonujące  rozwiązania, o których niewidomi kiedyś mogli tylko marzyć. Pięknym przykładem niech będzie funkcjonująca od kilku lat asysta dla osób niepełnosprawnych w pociągach. Działa to tak: osoba niepełnosprawna wymagająca pomocy kolejarzy dzwoni pod specjalny numer telefonu i zapowiada chęć podróży. Pracownik PKP czeka na nią przy wejściu na dworzec. Potem wspólnie kupują bilet i wędrują na peron. Pracownik pomaga niepełnosprawnemu wejść do przedziału i przekazuje opiekę nad nim ekipie konduktorskiej. Na stacji docelowej osobę niepełnosprawną przejmuje ekipa dworcowa. Sam wielokrotnie wypróbowałem takie rozwiązanie – działa bez zarzutu.

Zauważcie, że w tym przypadku niewielką rolę odgrywają dodatkowe koszty. W zasadzie takich kosztów nie ma. Pracownicy dworca, czy ekipa konduktorska są przecież w pracy. Poświęcają kilka minut osobie niepełnosprawnej i dzięki temu niemożliwe staje się możliwe. Ktoś z władz naszych kolei pomyślał, że warto zadbać o tych, którym jest w życiu trochę trudniej. Wczuł się w sposób funkcjonowania osób niepełnosprawnych. Stworzył system, który daje niepełnosprawnym poczucie bezpieczeństwa i zwiększa ich komfort życia. Genialnie proste, a jak potrzebne!!!


Marzyłbym o tym, aby tak empatyczny sposób myślenia jak kolejarze przejęli architekci naszych przestrzeni. Latarnia, czy znak drogowy nie muszą przecież wyrastać na środku chodnika. Mogą być zlokalizowane na chodniku tuż przy jezdni. Niewidomy z białą laską, idąc chodnikiem, trzyma się zawsze tej odległej od ulicy strony chodnika. Byłoby pięknie, gdyby na jego drodze nie wyrastały kosze, reklamy, znaki drogowe, czy inne niespodzianki. Zapraszam architekta miejskiego i osoby związane z organizacją naszej przestrzeni na wspólny spacer po Bydgoszczy. Oczywiście, z zawiązanymi oczami. Wtedy może te osoby zrozumieją, o czym mówię. Zauważcie, że inna lokalizacja latarni, znaków drogowych, czy innych przeszkód na drodze niewidomego kosztuje tyle samo, co obecne rozwiązania. Zabrakło jedynie wczucia się w potrzeby osób niewidomych.

Od kilku lat każda nowa inwestycja musi uzyskać certyfikat dostępności. Często wykonawcy robót podchodzą do tego obowiązku jak do jeża. Trzeba to odfajkować i sprawa załatwiona. Potem powstają dziwolągi, które w niewielkim stopniu służą osobom niewidomym. Przykładem niech będą rowki prowadzące dla niewidomych, które powstają przy okazji przebudowy chodników. Zasada jest prosta: niewidomy umieszcza koniec laski w rowku i jak po szynie podąża w określonym kierunku. Cóż jednak zrobić, kiedy część rowków  urywa się nagle z niezrozumiałych powodów, albo kończy się na trawniku, czy ścianie budynku. Świadczy to o kompletnym niezrozumieniu roli takiego rowka prowadzącego przez architektów przestrzeni miejskiej. Zgodnie z prawem rowek musi być i jest. Cóż z tego, że jest mało funkcjonalny. To nie nasz problem. Tu znowu zabrakło empatii i wzajemnego szacunku.

Raz na pięć lat niewidomy może wystąpić o dotację na zakup sprzętu elektronicznego. Pięć lat w kwestiach cyfrowych to niemal wieczność, pomińmy jednak te kwestie. Miejmy nadzieję, że wraz z rozwojem gospodarki naszego kraju ten okres oczekiwania będzie się skracał. Dużo ważniejszą kwestią jest wszechwładza urzędników w określeniu tego, co jest, a co nie jest potrzebne niewidomym. Przepisy określają, że niewidomy raz na pięć lat może kupić sprzęt elektroniczny za 24 000 zł. Kolejne zdanie tego przepisu ogranicza wydatki na sprzęt brailowski do kwoty 15 000 zł. Tu zaczynają się schody. Zrobiłem mały sondaż wśród niewidomych, pytając jak urzędnicy interpretują te przepisy w ich miejscowościach. Okazuje się, że bardzo różnie i często ze szkodą dla niewidomych. W Olsztynie, czy w Warszawie niewidomy może kupić doskonały sprzęt elektroniczny za całe 24 000 zł. W Bydgoszczy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie uważa, że niewidomy musi kupić sprzęt brailowski  za 15 000 zł, a za resztę, czyli za 9000 zł, dokupić niezbędne dla siebie laptop i komórkę. Do urzędników nie dotarło, że przy obecnym rozwoju technologii cyfrowej pismo Braille’a staje się przeżytkiem. Po co opisywać lek znakami Braille’a, jeżeli odpowiednia aplikacja iPhona bez problemu odczyta nazwę tego leku. Po co tworzyć dokumenty w piśmie punktowym, skoro inna aplikacja telefoniczna może zeskanować I odczytać każdy maszynopis. Przymuszanie niewidomych do zakupu urządzeń brailowskich jest zwykłym marnotrawieniem publicznych pieniędzy. Czy nie byłoby lepiej dla niewidomego, aby za dotacje kupił najlepszego na świecie iPhone’a i najlepszego na świecie MacBooka. Celowo podaję nazwy sprzętów, to nie jest kryptoreklama. Te sprzęty są najbardziej przyjazne niewidomym.


Ich cena i wysoka jakość to powód pojawienia się kolejnej bariery pomiędzy światem osób widzących i niewidomych. Pamiętam moją rozmowę z doświadczonym tyflopedagogiem na co dzień pracującym z niewidomymi dziećmi. Z nieukrywaną zazdrością w głosie powiedział: Ja za swoją pensję nigdy nie będę miał takiego sprzętu, jak moi uczniowie. Ja wtedy opisałem mu różnice pomiędzy sprzętami. W MacBookach czytnik ekranowy, czyli gadaczka jest częścią systemu operacyjnego. Włączenie gadaczki nie powoduje zawieszenia komputera. W laptopach typu PC trzeba dołożyć gadający program typu Jaws, czy NVDA. Taka gadaczka często powoduje zawieszenie się całego systemu operacyjnego komputera PC i wtedy niewidomy musi prosić o pomoc osoby widzące. Podobnie rzecz się ma z funkcjonalnością telefonów typu iPhone. Każda aplikacja na każdym modelu iPhone’a działa identycznie. Są to w większości darmowe aplikacje. W smartfonach różnych producentów część funkcji konkretnych aplikacji może nie działać. I znowu ten niewidomy nie wie, co stało się z jego telefonem. Musi prosić o pomoc osoby widzące.


W obecnych czasach dobry iPhone i dobry MacBook zapewniają niewidomemu normalne funkcjonowanie w otaczającej go rzeczywistości i w świecie cyfrowym. Zastępuje dotychczasowe pismo Braille’a. Dlaczego urzędnicy nadal uparcie trzymają się pisma punktowego? Odpowiedź jest prosta – istnieje potężne lobby, które promuje funkcjonowanie tego alfabetu. Są to producenci niezwykle drogich sprzętów brailowskich, cała armia nauczycieli alfabetu Braille’a i setki firm, umieszczających kropeczki w instytucjach państwowych w ramach tak zwanej dostępności. Kogo może obchodzić, że coraz więcej niewidomych nie zna alfabetu Braille’a? Kropeczki sprawiają, że urzędnik może określić swoje biuro, jako pomieszczenie dostępne dla niewidomych. Może odfajkować problem.


W tym miejscu powrócę do mojej rozmowy ze znajomym tyflopedagogiem. Tu pojawiła się kolejna bariera pomiędzy naszymi światami. Wielu z czytelników tego felietonu pomyśli: tym niewidomym zupełnie przewróciło się w głowie. Domagają się 24 000 zł na iPhone’a i MacBooka, a niby dlaczego? Otóż dlatego, że jest to działanie w imię solidaryzmu społecznego. Jeżeli chcemy nazywać nasz kraj cywilizowanym, to musimy dbać o potrzeby tych słabszych i wyrównywać im szansę na normalne funkcjonowanie. Wiele lat temu widziałem. Byłem wtedy wziętym dziennikarzem prasy ogólnopolskiej, zawsze pracowałem na etacie. Zarabiałem wielokrotność średniej krajowej. Możliwość takiego dostatniego życia straciłem wraz ze wzrokiem. Przez cały czas mojej pracy zawodowej odprowadzałem potężne podatki do budżetu państwa. Teraz mam prawo liczyć na rewanż ze strony urzędników mojego kochanego kraju. Zazdrośnikom powiem jedno: każdy z niewidomych chętnie odda ci ulgowe przejazdy, dotowane sprzęty, czy inne przywileje, jeżeli oddasz mu swój wzrok. Jeżeli mój felieton pomógł ci w zrozumieniu niektórych barier pomiędzy światem osób widzących, a światem osób niewidomych, to jesteśmy o krok bliżej do zjednoczenia się tych dwóch światów…

Niezwykłe doznania dla artystów i widzów. Artykuł w Expressie Bydgoskim 2.10.2021

Artykuł w Tygodniku Angora. 30 sierpnia 2021

Ludzie z pasją. Grzegorz Dudziński, muzyk z Bydgoszczy i Lucek, jego pies przewodnik dają Instrukcję Obsługi Niewidomego

https://expressbydgoski.pl/ludzie-z-pasja-grzegorz-dudzinski-muzyk-z-bydgoszczy-i-lucek-jego-pies-przewodnik-daja-instrukcje-obslugi-niewidomego/ar/c1-15667810?fbclid=IwAR3pUzp6ZCgnjTg_rgp9VuVls3VcPDS4x80ZArhGqXkNwwc72OhUeaSrhGw

Grzegorz Dudziński nie widzi od sześciu lat. Jest muzykiem, szefem bydgoskiej Fundacji Światłownia, dziennikarzem, pomysłodawcą Niewidzialnej linii – telefonu zaufania dla osób tracących wzrok. – Żyjemy w dwóch różnych światach: ci, którzy widzą i ci, którzy nie widzą. By te światy mogły się połączyć, potrzebne jest zrozumienie, otwarcie na drugiego człowieka – mówi. Ale nie tylko mówi. W szkołach, instytucjach, firmach wspólnie z Luckiem, swoim psem przewodnikiem, z gitarą pod pachą prowadzi warsztaty edukacyjne pod hasłem Instrukcja Obsługi Niewidomego.

Możemy odwiedzić waszą szkołą i przeprowadzić prezentację edukacyjną pod nazwą Instrukcja Obsługi Niewidomego. Niewidomy opowie o tym, jak można funkcjonować bez wzroku. Powie, jak pomagać, jak nie przeszkadzać niewidomym. Pokaże zdobycze cywilizacji, które ułatwiają niewidomym życie. To wspaniała lekcja tolerancji i empatii! Będzie też gitara i pies przewodnik – Lucek – tak swój pomysł promuje w sieci Grzegorz Dudziński, bydgoski muzyk, dziennikarz, który wzrok stracił 6 lat temu i który od lat angażuje się w pomoc osobom, które tracą wzrok i osobom niewidomym. Na co dzień szefuje Fundacji Światłownia znanej nie tylko ze wspierania osób niewidomych, ale i z dobrej muzyki – z koncertów, które co piątek (a czasem i w soboty) odbywają się w kawiarni artystycznej Otwarta Przestrzeń Światłownia.

Grzegorz Dudziński z psem przewodnikiem odwiedza bydgoskie szkoły i instytucje

Bardzo lubię te spotkania, rozmowy z każdą grupą społeczną są inspirujące, a doświadczenie mam spore, bo z programem Instrukcja Obsługi Niewidomego byłem już i u urzędników różnego szczebla, i u mundurowych, w firmach, bankach, szkołach średnich, podstawówkach… – mówi. – Uwielbiam spotkania z dziećmi, bo one pytają o wszystko, co im przyjdzie do głowy, prosto z mostu, nie zastanawiając się, czy wypada, czy to politycznie poprawne. Ostatnio pewna dziewczynka, miała 10, może 11 lat, zapytała: jak pan śni? Piękne pytanie, plastyczne; pokazuje jej wrażliwość, empatię, ciekawość. A śnie jak każdy – na kolorowo. W snach widzę albo wiem, że straciłem wzrok, ale jednak widzę. Wiele dzieci pyta, jak to możliwe, że choć nie widzę, gram na gitarze. I wtedy mogę powiedzieć, że każdy gitarzysta gra jak niewidomy.

Jak pomagać niewidomym? Jak im nie pomagać?

Występ gitarowy to ważna atrakcja podczas warsztatów, ale ich największą gwiazdą jest Lucek. – Wzbudza chyba jeszcze większe zainteresowanie niż niewidomy, jest w centrum, choć, gdy tylko zajmujemy swoje miejsca, zasypia – wie, że nie musi akurat pracować i korzysta z przerwy, ale gdy zaczynam mówić o nim, podnosi się, dumnie prezentuje – opowiada Grzegorz Dudziński.

Dlaczego poświęca pan swój czas na te warsztaty?

Krótko po tym, jak straciłem wzrok, poszedłem załatwić coś w urzędzie. Siadłem przed urzędnikiem i zapadła niezręczna cisza. Usłyszałem, że wierci się na krześle, czułem, że jest skonsternowany, nie wie, co zrobić. W końcu wypalił: – „Nie mam doświadczenia z osobami niewidomymi. Proszę mi powiedzieć, czy pan będzie rozumiał, jak będę do pana mówił?”.
Odpowiedziałem więc w tym samym klimacie: „Tak, ale musi pan mówić wolno i wyraźnie”. Dotarło do niego, że popełnił gafę, a ja zrozumiałem, że potrzebna jest edukacja – opowiada Grzegorz Dudziński. – Bo niezależnie od tego, jak bardzo poprawnie będziemy chcieli brzmieć, jak żarliwie będziemy przekonywali, że między tymi, którzy widzą, a tymi, którzy nie widza, nie ma większych różnic i jesteśmy na równi, prawda jest inna: żyjemy w dwóch różnych światach. Ale te światy da się połączyć. Potrzebna jest wrażliwość, otwarcie na drugiego człowieka. A o tym, jakiej pomocy potrzebują niewidomi, w jakich sytuacjach im ją oferować, jak im nie przeszkadzać powiedzieć mogą jedynie ci, którzy nie widzą. Osoba, która traci wzrok, przeżywa traumę. Musi ją sama przepracować. A gdy już to zrobi, nie oczekuje od innych wyręczania, pomocy na każdym kroku. Ale taka pomoc przyda się np., gdy niewidomy próbuje przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy albo wsiąść do autobusu, tramwaju czy pociągu.

Jak nie pomagać niewidomym?

Mój kolega padł „ofiarą” usilnej pomocy, kiedy to staruszka, chcąc wspomóc go podczas wsiadania do autobusu, szarpnęła go na tyle mocno, że się przewrócił, złamał rękę. Zapytajmy więc: „czy potrzebuje pan pomocy?”. Jeśli tak, niewidomy sam poinstruuje, jak pomóc. Nic prostszego. Kiedy pojawiłem się w pewnej instytucji z przewodniczką, by załatwić swoją sprawę, pracownik wracał się do niej, jakbym nie tylko nie widział, ale i był niewidoczny. A więc tak: niewidomi rozumieją, co się do nich mówi i mogą odpowiadać. Mówiąc poważnie: wystarczy odrobina empatii, byśmy wszyscy poczuli się ze sobą komfortowo, by nie zapadała ta niezręczna cisza.

Fundacja Światownia w Bydgoszczy

  • Grzegorz Dudziński z programem Instrukcja Obsługi Niewidomego odwiedza szkoły i instytucje w całym kraju.
  • Podziękowaniem za taką prezentację jest dobrowolna wpłata na konto Otwarta Przestrzeń Światłownia.
  • Szczegóły można ustalić telefonicznie pod numerem: 509 767 689.
  • 18 czerwca w jednej z bydgoskich szkół niepublicznych odbyło się pierwsze po pandemiczne spotkanie pod hasłem Instrukcja Obsługi Niewidomego.
  • Fundacja Światłownia wróciła już do normalnej dzielności – koncerty odbywają się co piątek, czasem w soboty. Szczegóły na stronie internetowej.

Spotkałem prawdziwego człowieka

Czasem drobne gesty czy mało istotne słowa mogą stworzyć rzeczy wielkie. Mogą zmienić szary świat w roziskrzoną słońcem zieloną łąkę. Warto szukać i znajdować takie słowa, takie gesty, takich ludzi…

Środa 21 kwietnia, 20:30. Na przystanku przy rondzie Grunwaldzkim czekam na autobus PKS. Wraz ze mną czeka mój pies – przewodnik Lucek. Jest zmęczony, przysypia. Nic dziwnego – cały dzień pracowaliśmy ciężko w naszej Światłowni. Tzn. ja pracowałem, a on pracowicie asystował mi z pozycji swojego posłania.

Na przystanek podjeżdża autobus, wsiadamy. Kupuję bilet do Tryszczyna. Kierowca pyta, czy sam znajdę sobie miejsce. Uspakajam go, że chociaż jestem niewidomy, to mój pies przewodnik mi pomoże. Kolejne pytanie: na którym przystanku w Tryszczynie chce pan wysiąść? Moją odpowiedź zagłusza bardzo rozgadana pani siedząca niedaleko wejścia. Idziemy z Luckiem na tył autobusu, aby posiedzieć w spokoju. Pani z przodu autobusu jest sympatyczna, ale trochę nazbyt gadatliwa.

Autobus jedzie ulicami Bydgoszczy, potem wjeżdża w las. Zatrzymuje się na przystanku tuż przed skrzyżowaniem z trasą S5. Myślę: pewnie ktoś tu wysiada. Dziwi mnie, że nie słyszę otwieranych drzwi autobusu. Nagle obok mnie pojawia się kierowca PKS-u. Pyta na którym dokładnie przystanku w Tryszczynie chciałby pan  wysiąść? Do wyboru są dwa takie miejsca. Podaje kierowcy jedno z tych miejsc. Autobus rusza.

Wreszcie mój przystanek, wysiadamy. Mijam kierowcę. Do tradycyjnego „do widzenia” dodaję kilka słów:

– Bardzo miło mi było spotkać tak uczynnego człowieka – mówię.

Rozgadana pani z przodu autobusu też chwali kierowcę, lekko klaszcze. Atmosfera nagle staje się jakby jaśniejsza. Coś dobrego stało się w tym autobusie. Nawet zaspany Lucek radośnie merda ogonem. Wracamy do domu, idąc poboczem drogi w mojej wiosce. Jest czas, aby trochę pomyśleć…

Ten kierowca PKS-u w zasadzie zrobił bardzo niewiele. Raptem zadał trzy pytania, przeszedł kilka metrów do mnie i z powrotem. A jednak sprawił, że ten ciemny wieczór rozbłysnął cudownym światłem. On potrafił zobaczyć we mnie drugiego człowieka. Potrafił wczuć się w moje potrzeby. Nie zamknął się w bańce własnego egoizmu. Tylko tyle i aż tyle… na tym chciałem zakończyć mój dzisiejszy felieton. Może dodać jeszcze jakieś efektowne zdanie na koniec. Nagle zadzwonił telefon. To był monter żaluzji i okien z Nakła, które jakiś czas temu wstawił u mnie w okno. Kilka dni temu uszkodził mi się mechanizm w jednym ze starych okien. Koszt wstawienia nowego okna to kilka tysięcy zł. Dzwoniłem wtedy właśnie do tego majstra, poprosiłem o pomoc. Obiecał poszukać innego mechanizmu na wymianę. Teraz zadzwonił i z radością w głosie oznajmił, że taki mechanizm znalazł. Poprosiłem o wycenę tej pracy. Demontaż i montaż mechanizmu, dwukrotny dojazd. Zatkało mnie, kiedy usłyszałem, że ten drobiazg mam w gratisie.

Spokojnie mógł zażądać kilkuset złotych, przecież to jego praca. Mógł też nie bawić się w naprawianie, tylko wciskać mi na siłę nowe, drogie okno. Mógł, a jednak zrobił inaczej. Tak samo, jak w autobusie, mój pokój nagle rozjaśnił się jakimś cudownym światłem. Zacząłem przypominać sobie inne historie, kiedy spotykałem prawdziwych ludzi. Panią, która przeprowadziła mnie na drugą stronę ruchliwej ulicy. Prawnika, które telefonicznie doradził postępowanie w konkretnej sprawie. Znajomą, która bezinteresownie podsunęła wspaniały pomysł. Budowlańca, który pomógł w potrzebie. Takich sytuacji, takich ludzi było bardzo wielu. Zawsze przy takich spotkaniach niezwykłe światło rozjaśniało nawet najczarniejszy mrok. Dobrze jest spotkać prawdziwego człowieka…

Nie widzę – nie gryzę

Występujący w Światłowni artysta powiedział mi coś, co mnie zastanowiło. Powiedział: Grzegorz, dla mnie to są niewidomi i jesteś ty. To dwa światy. To był zapewne komplement, ale we mnie wywołał wiele wątpliwości…

Z dużą swobodą podchodzą do swojej ślepoty. Kiedyś napisałem nawet felieton pt. „Dziękuję Bogu za ślepotę”. Staram się wiedzieć i te złe, i te dobre strony braku wzroku. Bo naprawdę są i dobre, i złe strony braku wzroku.

Nie widząc, skupiasz umysł na naprawdę ważnych sprawach. Na tym, że półka jest zawieszona na wysokości głowy i musisz ją ominąć. Na tym, że zostawiłeś ładowarkę na prawej krawędzi stołu w kuchni i tam powinna leżeć. Na tym, że buty zostawiłeś w przedpokoju po lewej stronie od drzwi i tam powinny być. Strasznie to konserwatywne, prawda? Otóż niewidomi są konserwatystami w całej pełni. Każda zmiana to coś nieoczekiwanego i czasem groźnego. Idąc ulicą, mam nadzieję, że drogowcy nie rozkopali chodnika, nie wykopali dziury w ziemi. Pewnie zauważyłbym ją przy pomocy białej laski, ale nie jest to czymś w granicach normy. To jakaś nowość, która wiąże się z pewnym stresem.

Tu może dochodzę do powodów niezrozumienia pomiędzy światem osób niewidomych i światem osób widzących. Niewidomi cały czas muszą być maksymalnie skoncentrowani. Nie mogą sobie pozwolić na odrobinę luzu, na chwilę roztargnienia. Taka chwila mogłaby się skończyć guzem na czole albo czymś jeszcze gorszym. To olbrzymie obciążenie dla niewidomych.

Czymś absolutnie oczywistym wydaje się w tej sytuacji wielka trauma osób, które straciły wzrok. Wieczne pytania, dlaczego akurat ja? Dlaczego mnie to spotkało? Gdzie w tym czasie był Bóg? Skoro tak ze mną postąpił, to jak mam Go kochać? Trudne pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.

Część niewidomych zatrzymuje się na tym etapie drogi. Rozżaleni, pełni pretensji do świata, który ich skrzywdził. Mają za złe widzącym, że oni widzą, a my, niewidomi, nie. Nienawiść, zazdrość, złość, wściekłość – takie niszczące odczucia są na tym etapie na porządku dziennym.

Zawsze jednak można pójść do przodu. Starać się zobaczyć dobre strony w tym, co nam przyszło dźwigać na grzbiecie. W felietonie pt. „Dziękuję Bogu za ślepotę” opisałem sytuację zatrudnienia sekretarki. Wśród kandydatek pojawiła się pani, która absolutnie nie przekonała mnie do siebie. Podziękowałem jej i wyszła. Wtedy cała męska część Światłowni wpadła do mojego biura i zaczęła zachwycać się walorami cielesnymi pani, która właśnie wyszła. Ja nie dostrzegłem tych walorów. A wręcz przeciwnie – uznałem, że absolutnie nie dogadam się z tą panią, bo nie czuję żadnej więzi mentalnej. Myślę, że wtedy wygrałem.

Powyższy przykład mówi o odczuciach. Dziś niewidomy ma do swojej dyspozycji o wiele więcej narzędzi, niż kiedyś. W telefonie można mieć setki aplikacji, które niesamowicie ułatwiają życie. Rozpoznają kolor, odczytują dokumenty, kontaktują z wolontariuszem, który przy użyciu kamerki może nas poprowadzić. Wiele wspaniałych rozwiązań, które ułatwiają normalne funkcjonowanie. Rozwiązań, które umożliwiają niewidomemu w zasadzie wszystko. Okazuje się, że wzrok tak naprawdę nie jest niezbędny. Można żyć bez niego.

Bardzo lubię majsterkować. Miałem swój warsztat, w którym zgromadziłem wszystkie potrzebne narzędzia. W chwili, kiedy straciłem wzrok, straciłem też zainteresowanie warsztatem. Część narzędzi poszła na złom, bo przecież po co komu zardzewiały ściskacz? Ściskacz, choć był zardzewiały, to jednak był sprawny. O tym chyba już jednak nie wiedzieli likwidatorzy mojego warsztatu.

Przełamałem się. Uznałem, że nawet bez wzroku mogę dalej bawić się w majsterkowanie. Nie użyję miary do określenia odległości, ale mogę np. przełożyć listewkę i palcem znaczyć odległość. Mogę znaleźć swoje rozwiązania dla wielu czynności. I tu wzrok staje się mało potrzebny. Palcami wyczuwam, czy mam do czynienia z wiertłem o średnicy 10 mm, czy ośmiu. Czy jest to wiertło systemu SDS, czy zwykłe. Czy do drewna, czy do metalu. To wszystko, naprawdę, można ogarnąć bez udziału wzroku.

Tu powrócę do zdania mojego kolegi artysty. Myślę, że nie do końca miał rację. Niewidomi muszą szukać własnych rozwiązań na najprostsza sprawę. Tego wymaga od nich rzeczywistość. Walczą każdego dnia o każdy szczegół. Wielu z nich nie myśli o tym, aby dzielić się z otoczeniem efektami swojej walki. Natomiast ci rozżaleni, zatrzymani w pół drogi, głośno krzyczą i atakują widzących. Są głośni i słyszalni. Myślę, że stąd płynie obraz typowego niewidomego – nieporadnego, zgryźliwego, przygnębionego człowieka. Głos tych niepogodzonych z własną traumą jest donośny, ale mam nadzieję, że nie zagłuszy normalności. Mogę wam opowiedzieć o wielu niewidomych, którzy są wspaniałymi, twórczymi, aktywnymi ludźmi. Tych pozytywnych niewidomych jest naprawdę bardzo wielu. Wystarczy ich zobaczyć. Potraficie?

Na pozór wszystko gra…

Obecnie zaczęły funkcjonować całkiem przyzwoite przepisy dotyczące dostępności dla osób niewidomych. Niewidomym sprzyjają instytucje samorządowe i rządowe. Mogą oni bez problemów odwiedzać każdą stronę internetową. Tyle teoria. W praktyce niewiele osób tak naprawdę przejmuje się tym, że w naszym kochanym kraju żyją również ślepcy…

Niedawno pewna firma odświeżyła jedną z naszych stron internetowych. Według ustaleń strona po liftingu miała być dostosowana do obecnych standardów. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po otwarciu witryny mój udźwiękowiony telefon zaczął wydawać bardzo dziwne hasła. Po prostu zupełnie nie czytał tej strony! Już od roku każda strona internetowa musi być dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, w tym dla niewidomych. Informatyk powinien stronę tak poprawić, aby gadające telefony i komputery opisywały wszystko, co na tej stronie się znajduje. Od 23 września brak takiego dostosowania będzie się wiązał z ewentualną karą finansową.

Skontaktowałem się z firmą, która ulepszała naszą stronę. Szefowa tej firmy broniła się, że przecież dołożyli okienka Facebooka czy Twittera i w ten sposób dostosowali stronę do aktualnych standardów. A że strona na udźwiękowionym iPhonie gada jak potłuczona? No cóż, to mogą poprawić dodatkowo, bo przecież to już nie należy do aktualnych standardów!!!

– Żaden z moich dotychczasowych klientów nigdy czegoś takiego ode mnie nie żądał – zapewniała pani bizneswomen.

Teraz dla odmiany zgoła inny przykład. Kilka miesięcy temu Urząd Miasta Koronowa poprosił naszą Fundację Światłownia o audyt swojej strony internetowej i przeszkolenie pracowników. Pokazaliśmy, które elementy miejskiej witryny są niedostępne dla osób niepełnosprawnych. Potem uczyliśmy urzędników, jak przygotowywać dokumenty w Internecie, aby były one dostępna dla każdego. Serce mi rosło, kiedy widziałem, z jakim przejęciem koronowscy urzędnicy podchodzą do swojej misji. Jak starają się, aby każdy mieszkaniec gminy, także niewidomy czy głuchoniemy, mógł dobrze czuć się na ich stronie internetowej. Pytałem, co sprawiło, że podchodzą w taki sposób do kwestii dostępności. Usłyszałem: Przecież w naszej gminie są zarówno niewidomi, jak i osoby z wadami słuchu.

Próbowaliśmy zainteresować takim audytem i szkoleniem inne gminy czy poszczególne instytucje. Niemal zawsze zaczynało się w tym momencie narzekanie na brak środków na tego typu dodatki. W jednym z urzędów szef nie owijał w bawełnę:

– Tych niewidomych czy głuchoniemych jest tak mało, że oni mogą kogoś poprosić o wyszukanie czegoś w Internecie. Kary? To już nie ma poważniejszych spraw, żeby czepiać się takich, za przeproszeniem, pierdół?! – skwitował włodarz gminy.

W sejmie ubiegłej kadencji funkcjonował zespół parlamentarny ds. osób z dysfunkcją wzroku. Kierowały nim dwie posłanki, Małgorzata Wypych  i Ewa Tomaszewska.  Obie panie prywatnie miały kontakt z osobami całkowicie niewidomymi. Sam też jeździłem na posiedzenia tego zespołu i wiem, że padały tam niezwykle ważne postulaty naszego środowiska. Rozmawialiśmy o wszystkim, co jest ważne dla niewidomych: o psach-przewodnikach, o udoskonaleniach technicznych, o likwidacji barier, o realiach życia niewidomych. Wiele zdań, które padły podczas naszych spotkań, trafiło do ustawy o dostępności czy do funkcjonujących obecnie projektów. Jako niewidomy czułem wtedy, że wreszcie mamy coś na kształt naszego przedstawicielstwa. Że ktoś głośno mówi o problemach tych całkowicie niewidomych!

Naszą tragedią jest brak autentycznego przedstawicielstwa. Oficjalne statystyki mówią o tym, że w Polskim Związku Niewidomych jest około 5 proc. osób całkowicie pozbawionych wzroku. Pozostałe 95 proc. to osoby niedowidzące. Są to dwa różne światy! Niedowidzący potrzebuje np. żółtych barierek, dużych liter na klawiaturze, elektronicznej lupy do przeglądania komputera itp. Niewidomemu trzeba udźwiękowionego komputera i telefonu, klikaczy na przejściach przez jezdnię, rowka prowadzącego przez chodnik itp. Większość moich niewidomych przyjaciół nie należy już do Polskiego Związku Niewidomych, bo to nie ich związek! Ja też nie należę. Powód: te 95 proc. członków PZN dbało głównie o potrzeby osób niedowidzących.

Obecnie w PZN nic się nie zmieniło. W sejmie obecnej kadencji zaszła istotna zmiana – posłanki Wypych i Tomaszewska nie weszły do parlamentu. Jak widać, dla wyborców problem osób niewidomych nie był na tyle ważny, aby zagłosować na nie. Zespół ds. osób z dysfunkcją wzroku nie istnieje. Szkoda, bo tym, którzy naprawdę nie widzą, teraz zatkano usta… Funkcjonują, co prawda, przepisy prawne, które nakazują urzędom działanie w imieniu osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Ustawy, które wymagają, aby każda strona internetowa była dostępna dla osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Piękne rozwiązania, którymi nie przejmuje się bizneswoman z firmy internetowej, czy pewien włodarz gminy. Oni wiedzą, że papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Kto by przecież czepiał się takich, za przeproszeniem, pierdół, jak dostępność dla osób niewidomych?! A może by tak, dla odmiany, troszkę się do tego poprzyczepiać? Może wtedy byłoby normalniej?

Szczęście na wyciągnięcie ręki

Rzadko, ale bywają chwile, kiedy wkurzam się na moją ślepotę. Dzieje się to wtedy, kiedy jakiś, wydawałoby się – drobiazg – całkowicie uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Coś, co gdy widziałem, było czymś zupełnie niezauważalnym. Zawsze jednak pojawia się światełko w tunelu…

Ostatnio kupiłem sobie nowe radio do mojego biura. Stare rozsypało się już kompletnie. Nie dawało się go słuchać. Bywało, że radio z własnej woli zmieniało siłę głosu. Tak więc kupiłem nowy odbiornik i byłem bardzo zadowolony. Do czasu…

Na początku losowo łapałem stacje radiowe. Raz trafiłem lepiej, raz gorzej. Coś jednak musiałem nacisnąć, bo utrwaliły mi się tylko stacje, których nie trawię. Z mojego radia albo płynęły jarmarczne dźwięki, albo bełkotliwe komentarze. Uznałem, że czas ustawić stację na stałe.

Wziąłem do rąk instrukcję obsługi i zacząłem ją czytać przy pomocy specjalnej aplikacji na telefonie. Niby wszystko jasne – naciśnij klawisz pięć, potem klawisz tuning, potem klawisz M. Jasne, tylko gdzie, do jasnej cholery, jest klawisz M?! Obrazka przecież obejrzeć nie mogłem.

Za pomocą innej aplikacji połączyłem się z wolontariuszem, który przez moją kamerę oglądał radio. Też nie znalazł tego cholernego klawisza M! Pozostało jedno wyjście: poprosić o pomoc moją znajomą.

Tu od razu pojawiły się wątpliwości. Przecież większość elektronicznych sprzętów na nią warczy, komputer gryzie i jest wredny. Ot, taka drobna przypadłość stałych konfliktów ze sprzętem technicznym. Nie było jednak innego wyjścia. Znajoma czytała instrukcję obsługi. Ja tłumaczyłem, o co mogło chodzić autorom. I wspólnymi siłami odnaleźliśmy wszystkie potrzebne przyciski, nie wyłączając tego cholernego klawisza M! Teraz radio gra tak, jak chciałem je ustawić.

Z tej historyjki można wyciągnąć wiele wniosków. Czasami pomoże ktoś, po kim nigdy w życiu tej pomocy nie spodziewalibyśmy się. Czasem nie doceniamy tego drugiego człowieka, który jest obok nas. I chyba najważniejsze – zamiast chodzić zmartwionym lub wkurzonym, lepiej poprosić innego człowieka o pomoc. On jest szczęśliwy, że mógł pomóc. Ja jestem szczęśliwy, że on mi pomógł. Rozejrzyjcie się! Ten drugi człowiek jest czasem bardzo blisko. Ot, na wyciągnięcie ręki.

Grzegorz Dudziński

Robert Mazurkiewicz – Podróż (płyta CD)

https://allegro.pl/oferta/robert-mazurkiewicz-podroz-plyta-cd-10438516965

Płyta Roberta Mazurkiewicza, którą artysta przekazał na rzecz Światłowni. W trudnych czasach organizatorzy koncertów i artyści muszą się wzajemnie wspierać. Od Ciebie zależy ile to wsparcie będzie warte.

Oto piosenki, które są na tej płycie:

1.Pożegnanie

2.Nierozważne myśli

3.Podążam

4.Niespełnienie

5.Chcę

6.Płomień

7.Tu i teraz

8.Podróż

9.Spójrz

Zegarek męski Geneva – zakończona 24,50

Szwajcarski zegarek marki Geneva przyniosła do nas Ewa Kubiak. Ma on dla niej wartość sentymentalną. Przypomina o cudownych wakacjach, w trakcie których go kupiła. Chce, aby ten zegarek przyniósł szczęście nowemu nabywcy i przy okazji pomógł Światłowni. Licytacja do 25 lutego https://allegro.pl/oferta/zegarek-dla-swiatlowni-10240765808

Przeczytaj również